PKP – mijanka

Polskie Koleje Państwowe

Przewozy Regionalne i PKP Intercity

Tak więc mili Państwo, piszę do Was, po długiej przerwie, następny list, bo sytuacja tego wymaga! Sytuacja ta ma miejsce na linii Poznań – Krzyż, a wiąże się z remontem, który się tam odbywa i powstałymi z tego tytułu, dyplomatycznie rzecz nazywając, niedogodnościami. Niedogodności uderzają przede wszystkim w nas, pasażerów, a rykoszetem (marsowe miny i urągania pasażerów) odbijają się na Was, a ściślej rzecz biorąc, na konduktorach, kierownikach pociągów i maszynistach.

My, pasażerowie siedzący w unieruchomionych pociągach (wersja optymistyczna), ale częściej stojący w słocie na peronie (wersja pesymistyczna) i czekający na opóźniony pociąg, mamy swoją wytrzymałość – dużą, dodam. Musimy ją mieć. Lata dojazdów, spóźnień, pseudousprawnień, reorganizacji i restrukturyzacji spowodowały, że wytrwali najwytrzymalsi. Rzekłbym sama śmietanka. Kto nie wytrzymał, przesiadł się na samochód albo zrezygnował z dojazdów w ogóle, a bardziej przejmujący i o słabych nerwach wylądowali w Gnieźnie lub w Tworkach, jak kto woli.

Teraz jednak, ów remont sytuację „podkręcił”, a niedogodności stały się jeszcze bardziej dotkliwe. Od razu też wyjaśnię – dobrze, że remont jest! – to nie ulega żadnym wątpliwościom, ale ma kilka słabych punktów.

Zacznę od najważniejszego, a nazwijmy go „mijanka”.

„Mijanka” zaistniała z powodu demontażu jednego z torów na odcinku Poznań – Szamotuły. Polega na tym, że pociągi mogą się minąć, tylko w miejscach gdzie są rozjazdy i pozostały dwa tory, a są to: Poznań na wysokości Ogrodu Botanicznego (okolica ta z powodu długich postojów jest bardzo dobrze przez pasażerów znana i wątpię czy ktokolwiek z nich z powodu tych traumatycznych przeżyć, wybierze się tam w przyszłości na podziwianie flory), Rokietnica oraz Szamotuły, zwane z francuskiego i w pewnych kręgach Szamoni, gdzie mam przyjemność zamieszkiwać.

Mijanka” ma mocny punkt w postaci braku konieczności stosowania tego przed czym drży każdy pasażer i co niejednemu śni się w koszmarach po nocach, a co nazywamy komunikacją zastępczą, czyli przesiadki z pociągu na autobus i na odwrót. Ma też niestety jeden bardzo słaby punkt, którego konsekwencje porównać można do efektu domina, gdzie każda jedna minutka spóźnienia, pociąga za sobą silnię następnych.

Opiszę go na moim przykładzie, który zdarzył się ot choćby wczoraj, ale też i w zeszłym tygodniu w piątek. Właściwie zdarza się co dzień, a wygląda następująco i prawie zawsze tak samo:

– pociąg nr 1 przyjeżdża do Poznania z lekkim opóźnieniem (oczywiście jak na warunki polskie) by po dłuższej chwili odjechać w drogę powrotną – wszystko razem 30 minut,

– niestety nie załapał się na „mijankę” z pospiesznym ze Szczecina w Rokietnicy, więc czeka 20 minut na nasypie w okolicach Botanika (w życiu nie pójdę tam na wycieczkę), następuje „mijanka” i pociąg nr 1 odjeżdża w dalszą podróż,

– pociąg nr 1 dojeżdża do Rokietnicy,

w tym samym czasie pociąg nr 2 odjechał właśnie z Szamoni i pędzi w kierunku Poznania,

pociąg nr 1 mógłby ruszyć, ale z powodu swojego opóźnienia oraz wyjazdu pociągu nr 2 z Szamoni musi czekać aż ten dojedzie do Rokietnicy, gdzie się miną – następne 20 minut,

– następuje „mijanka” i pociąg nr 1 (mój pociąg) przyjeżdża do Szamoni o godzinie 16.35, zamiast o 15.40, a ja przyjechałem żeby zjeść obiad i wrócić osobowym o 17.04 (taka praca) więc praktycznie przyjechałem, żeby wysiąść i przesiąść się w pociąg powrotny…

Sytuacja następna. Wracam do domu i idę na pociąg relacji Poznań – Krzyż, który powinien dowieźć mnie do Szamoni. Jestem ciut wcześniej i widzę, że pociąg pospieszny relacji Poznań – Szczecin jest opóźniony, a ja mógłbym do niego wsiąść i dojechać wcześniej do domu. Niestety nie wolno mi! Mam bilet miesięczny na pociągi osobowe, więc nie mogę jechać pospiesznym. Kiedyś co prawda było tak, że na bilet miesięczny można było podróżować pociągami osobowymi i pospiesznymi, ale na całe szczęście po restrukturyzacji i reorganizacji Polskich Kolei Państwowych problem ten został całkowicie wyeliminowany i pasażerowie z biletami miesięcznymi na pociągi osobowe, nie pętają się po pociągach pospiesznych i na odwrót. Jeszcze coś zbroją albo co?

Ale wracając do sprawy – Przecież za 35 minut mam mój pociąg, czyli osobowy – myślę sobie – nie będę kupował za 13 złotych biletu jednostkowego na pospieszny, kiedy wydaję dwie stówy na miesięczny, a czasami prawie sześć stów na kwartalny, a to tylko 35 minut wcześniej… Niestety. Nie przewidziałem efektu domina i sprawy potoczyły się jak wyżej, w efekcie czego obiad miałem już niestety odgrzany w mikrofali.

Sytuacja podobna. Jadę do pracy. Idę na osobowy, odjazd o godzinie 8.50. Słyszę, wjeżdża „coś” na stację. Wcześniej przyjechał? – myślę sobie – później to rozumiem, ale że wcześniej? Ale biegnę. A nuż odjedzie przed czasem? Kiedyś miałem taką sytuację i nie żartuję, że pociąg odjechał pięć minut wcześniej. Idę do kierownika, pytam się co jest? A on, że (uwaga!) – W czwartki ten pociąg odjeżdża o pięć minut wcześniej niż w inne dni tygodnia. No to się zdziwiłem. A myślałem (jako, że dojeżdżam od roku 1986), że już nic mnie nie zaskoczy, a tu masz.

Tak więc, pobiegłem. Ale niepotrzebnie, bo to był opóźniony i prawie cały pusty pospieszny. A do niego wsiąść mi nie wolno! Jeszcze coś zepsuję? Tak więc poczekałem na swój, osobowy, który oczywiście jechał, jak jechał (efekt domina) i do pracy się spóźniłem… a mógłbym zdążyć wsiadając do pospiesznego…

Reasumując i pokrótce. Analizując obecną sytuację remontową, na linii Poznań – Szamoni – Wronki – Krzyż, po konsultacjach z pasażerami, których przytoczyć nie mogę, gdyż musiałbym pomiędzy wielką literą zaczynającą zdania, a ostatnią małą, kończącą całą wypowiedź wszystko wykropkować, proponuję i wnoszę, o następujące tylko jedno usprawnienie, na czas remontu (ale dlaczego i nie na przyszłość?): o umożliwienie pasażerom dojeżdżającym z Szamotuł, Wronek oraz Krzyża, zakupu biletów okresowych (miesięczne i kwartalne) obejmujących pociągi osobowe i pospieszne. Jak kiedyś. Przed pseudousprawnieniem.

Podpisano Ja, czyli mikol i fagocista…

P.S. Wiem, wiem. Oczywiście wymaga to dogadania się pomiędzy spółkami, jak rozwiązać kwestie finansowe, co będzie bardzo trudne ponieważ:

a. spółki Przewozy Regionalne oraz PKP Intercity są polskie, (a gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania, dodatkowo mogą nas nagrać),

b. są państwowe (słowem nadstawiamy ucha raczej na inicjatywy i sugestie odgórne, aniżeli oddolne),

c. ich siedziby mieszczą w tym samym mieście stołecznym, czyli w Warszawie, kwadrans z buta, a powszechnie wiadomym jest, że spóźniają się lub w ogóle nie docierają na miejsce ludzie z najbliższej okolicy, (kolegi z podstawówki nie widziałem z 30 lat, a z drugim z technikum, to już się ze 20 lat na piwo umawiamy).

Reasumując, po raz drugi. Niech frywolność tego pisma nie nastawi, Szanownych Państwa, do niego krytycznie, gdyż sprawa jest jak najbardziej serio i niecierpiąca zwłoki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *