Archiwa kategorii: Polskie Koleje Polarne

Do ministra Szyszki

Do ministra Szyszki, drwali oraz straży leśnej z Puszczy Białowieskiej

 

W zeszłym tygodniu, po przejściu orkanu Ksawerego ugrzęzłem na kilka godzin na stacji kolejowej Poznań Główny.

Przyczyna* była jak zwykle – w przypadku silnych wiatrów ta sama (nie nie jadłem fasolki) – czyli poobalane na trakcję drzewa. Mam przeto ogromną prośbę! Czy nie zechciałby Pan skierować tutaj tych dżentelmenów z puszczy, czyli przerzucić drwali na torowiska? Zamiast ciąć puszczę Białowieską – bo przecież drwale ciąć coś muszą – powycinaliby drzewa rosnące wzdłuż torów! Nie mieliby na karku tych ćpunów i lewaków finansowanych przez Sorosa, czyli tych niby ekologów (kto by tam w to uwierzył) i mogliby sobie spokojnie rżnąć.

Natomiast ci uprzejmi i eleganccy mężczyźni ze Straży Leśnej mogliby mieć w końcu chwile wolnego i rzucić się z podobnym entuzjazmem co na “ekologów” w domowe pielesze oraz ramiona stęsknionych żon! Wilk byłby wtedy lub przynajmniej na razie syty (myślę o wszystkich pałających nieodpartą chęcią wyrżnięcia większości drzewostanu w Polsce) i owca czyli puszcza cała! Ja natomiast nie narzekałbym na przewracające się na trakcje kolejową drzewa.

Pozdrawiam drwali życząc miłego rżnięcia…

* Przyczyny mogą być też inne, na przykład w czasie zim przyczyną są niskie temperatury (szyny wykonane są z metalu, a metal pod wpływem niskich temperatur się kurczy) a latem wysokie temperatury (a pod wpływem wysokich rozszerza) przez to trasa z punktu A do punktu B wydłuża się lub skraca. Ale to już temat na osobny artykuł.

 

 

Próba reklamacji biletu “niereklamowalnego”, czyli kwartalnego

A więc moi mili Państwo stało się! Moja żona wykrakała – Zobaczysz, że będziesz żałował, że kupiłeś ten bilet kwartalny! – powiedziała, kiedy dokonałem pierwszy raz w życiu (!) transakcji zakupu wyżej wymienionego biletu przez internet, w systemie IPR, za który zapłaciłem przelewem ponad pięć stów! Bilet kupiłem przez internet głównie z powodu możliwości jego “powielenia” w przypadku zgubienia, co przez okres kwartału jest możliwe, bo przecież już nie takie rzeczy w pociągach się zostawiało…
Dla wiadomości Państwa. W pociągach różnych przewoźników ale zawsze tej samej relacji tj. Szamotuły – Poznań i z powrotem, udało mi się do tej pory zostawić: nową czapkę z rydlem (to na jesień), szal, rękawiczki, telefon komórkowy, książkę, parasol, żółtą bluzkę z krokodylem La Costa (to jeszcze w latach ’80) po którą się specjalnie do Poznania udałem, fagot (instrument dęty drewniany z grupy aerofonów stroikowych z podwójnym stroikiem) i to ze trzy razy! kanapki z różnym obkładem oraz, z tego co jeszcze pamiętam, spodenki gimnastyczne oraz ksero nut koncertu na fagot Wolfganga Amadeusza Mozarta.
Z tych wszystkich strat, ostatnia, choć brzmi najdostojniej, była najmniej dokuczliwa, ponieważ oryginał, mam wciąż w domu, a strata żółtej bluzeczki z krokodylem była najdotkliwsza, ponieważ miałem w planie zaszpanować nią przed pewną niewiastą na dyskotece w domu kultury. Ech, to były czasy… ale wracając do tematu.

– Zobaczysz, że będziesz żałował, że kupiłeś ten bilet kwartalny! – powiedziała moja żona, na co ja spokojnie odpowiedziałem.
– Kochanie! A co się może niby wydarzyć? Jestem przecież o ponad osiemdziesiąt złotych do “przodu” – powinienem właściwie powiedzieć “jesteśmy do przodu”, bo nie mamy rozdziału majątkowego, no ale powiedziałem, że “jestem”, no i cholera (przepraszam) miała rację! Wydarzyło się! Wykrakała, a ja już żałuję! Okazało się, że przyszłość jednak jest nieprzewidywalna i wszelkie planowania kwartał naprzód sensu nie mają. Już uściślam.
Dziś, poprzez WKU, odebrałem zaproszenie od pana Antonio (to tak pieszczotliwie o panu Antonim Macierewiczu, ministrze obrony narodowej) na trzytygodniowy pobyt pod namiotem w okolicach Drawska Pomorskiego. Chodzi oczywiście o powołanie na ćwiczenia wojskowe, a ja jako oficer rezerwy wymigać się od tego nie mogę! Ćwiczenia wypadają akurat w środku trwania mojego biletu kwartalnego, którego zwrócić nie mogę, gdyż zakupiłem go przez internet. Liczę więc, że jako patrioci, przychylicie się do mojej prośby i zwrócicie mi sumę, za niewykorzystane przejazdy, czyli za dwadzieścia dni poligonu, bo logicznym jest, że nie mogę być w dwóch miejscach jednocześnie i z biletu korzystać nie będę.
Sprawa jest, co najmniej tyleż nietypowa, co i nieprzewidywalna (choć żona przewidziała), ale przede wszystkim obronna! Gdyż jadę tam (nie migając się!) w imię wzmacniania potencjału obronnego naszego kraju.
Oczywiście załączę (czy może nawet ujawnię) stosowne dokumenty tj. Kartę powołania oraz już po ćwiczeniach, zwanych potocznie poligonem, zaświadczenie z jednostki, że takowy odbyłem.

A teraz sprawy czysto techniczne:

Bilet kwartalny ważny od: 2017-01-17 do: 2017-04-16
“Bilet do woja” czyli Karta Powołania, czyli czas trwania ćwiczeń wojskowych: 2017-03-06 do 2017-03-25

P.S.
Zrozumcież też Państwo, że jeśli sprawa pozostanie w takim stanie jak jest – (A nie mówiłam, że będziesz żałował!) to zakup kolejnego biletu kwartalnego przez internet, co jest przecież dla Was czystym zyskiem, bo to ponad pięć stów przelewu bezpośrednio na konto – będzie co najmniej dyskusyjny…
Z moich skomplikowanych obliczeń matematycznych (podzielenie ilości dni przez sumę za bilety kwartalny, a następnie pomnożenie wyniku przez liczbę dni, które spędzę pod namiotem na poligonie) wynika, że powinniście oddać mi około stu złotych. Zapytuję więc, czymże jest suma stu oddanych złotych dla Was, a czymże dla mnie? Czyż nie warto złamać kanonu (Nie możesz dokonać zwrotu. Bilet okresowy nie kwalifikuje się do zwrotu) i w imię dobrej współpracy iść mi na rękę?
Sprawę zostawiam do rozpatrzenia życząc przyjemnej pracy oraz miłego początku tygodnia…

Podpisano: Ja…

Wysłano w poniedziałek, a we wtorek już jest odpowiedź oraz telefon z informacją o pozytywnym rozpatrzeniu “niereklamowalnej” reklamacji!!! Idzie? Idzie!

 

Tak więc odpowiadam

Dzień dobry i dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mojej (“niereklamowalnej”) reklamacji! Po “dogłębnym” przeanalizowaniu sprawy wychodzi na to, że z biletu, który odsyłam Państwu w formie pliku PDF, będę korzystał do soboty tj. do 4 lutego b.r. Od niedzieli 5 lutego kupię nowy bilet miesięczny, który wystarczy mi aż, do czasu wyjazdu na zimowisko, pod namiot, w rejony drawskich poligonów wojskowych (gdzie może dojdzie do spotkania z panem Antonio). Oczywiście żeby uwiarygodnić moje słowa podeślę, już po zakupie tego biletu, stosowny plik PDF.
Liczę wobec tego na zwrot za niewykorzystane dni (może uda się bez tego nieszczęsnego potrącenia – o co na klęczkach błagam – które czy to w ruchu drogowym, czy też jeśli chodzi o pieniądze, jest rzeczą nieprzyjemną) gdyż nie chciałbym być w posiadaniu dwóch ważnych biletów, na tę samą trasę i na ten sam okres, przeznaczonych na jedną i tę samą osobę.

Załączam:

– nr konta bankowego
– plik PDF biletu kwartalnego który zwracam
– plik PDF biletu który zakupiłem
– Kartę Powołania (żeby nie było że ściemniam)

Zakończenie no i przelew bez potrącenia! (które czy to w ruchu drogowym, czy też jeśli chodzi o pieniądze, jest rzeczą nieprzyjemną)

 

Zażalenie do Urzędu Marszałkowskiego

Urząd Marszałkowski w Poznaniu
Departament Transportu

 

Kolejne zażalenie do PKP Przewozy Regionalne (ale oni mi już nie odpowiadają więc wysyłam też dla Was).

urząd marszałkowski zażalenieNo dzień dobry moi kochani! To znowu ja, choć na poprzedni mój list raczyliście byli w ogóle nie odpowiadać. Nieładnie! Pewnie wychodzicie z założenia, że jeśli ktoś nie pisze językiem urzędowym (Dzień dobry! Dlaczego nie ma pociągu o godzinie 21.29 do Krzyża? Czekam na odpowiedź!) to wszystko inne nie warte jest zachodu, bo pewnie ktoś napisał to dla jaj. A to błędne założenie, ponieważ ja ze swojej strony dwoję się i troję, żeby uprzyjemnić wam te smutne chwile pobytu w biurach, urozmaicane tylko przerwą na kawkę i papieroska, jeśli ktoś pali i układaniem pasjansa, pisząc owe zażalenia w takim właśnie frywolnym stylu. Zauważcie też, że wysyłam to od razu na początku tygodnia (poniedziałek i tak jest przerąbany) aby nie popsuć Wam łikendu.

Ale przejdźmy do konkretów. Mamy kolejny nowy rozkład jazdy i znowu klapa. No więc szybciutko poruszę tylko dwie najważniejsze sprawy. Sprawa pierwsza. Nie ma pociągu, który mi, ale też i wielu, wielu innym, pasował, to jest osobowego do Krzyża, około godziny dwudziestej pierwszej „coś tam coś tam” (to taki cytat z pewnej posłanki, która tak określała swoją pracę w sejmie). Jeździ on co prawda codziennie ale w soboty już nie! A przecież tyle razy do Was pisałem, tłumaczyłem, wyjaśniałem, że ludzie pracują również w soboty. Ja wiem. Wy pracujecie od poniedziałku do piątku, a potem „laba”, czyli łikend. Ale są ludzie, jak na przykład Ja, Kasia i Romek, których tydzień pracy na piątku się nie kończy. Naprawdę! A każde z nas zna jeszcze kilka, a nawet kilkanaście osób, które z powodu braku tegoż pociągu wieszają psy na czym świat stoi, a właściwie to na Was te psy wieszają. A Was to wciąż i nieprzerwanie nic, a nic nie rusza, bo to już drugi rozkład jazdy, w którym wykasowaliście to dogodne połączenie.

No bo przyznać musicie, że kolejarze zgodzili się na wybudowanie przy nowym dworcu PKP w Poznaniu, wielkiej, ba! bardzo wielkiej galerii handlowej? (Złośliwi mówią, że to „kukułcze jajo” podrzucone przez węgierskiego wykonawcę – a swoją drogą zawsze myślałem, że Węgrzy nas lubią). Całość w skrócie nazywa się PCC, czyli Poznań City Center, czyli z angielska Pisisi (nie nie chce mi się siusiu). Dworzec znany jest z tego, że już po raz drugi otrzymał nominację! No, co prawda w konkursie „Makabryła Roku” i „Najbardziej afunkcjonalny dworzec kolejowy na świecie” ale zawsze! Słyszałem nawet, że będą tam przywozić studentów architektury z całej Polski, na wycieczki i pokazywać jak zbudować dworzec kolejowy „pod włos”, czyli jak nie projektować dworców kolejowych. Ale wróćmy do tematu pocieszając się, że przecież nie ważne jak piszą, byleby pisali i nazwy nie przekręcili.

Tak więc Pisisi, oprócz tego, że znane jest z powodu swojej brzydoty i dysfunkcjonalności, znane jest też z tego, że zamykają je codziennie o godzinie dwudziestej pierwszej zero zero (liczbowo 21:00). Co znaczy, że wszyscy tam pracujący oraz kupujący, a jest to naprawdę „wuchta wiary” z kierunku Krzyża, plus oczywiście Ja, Kasia i Romek, chcieliby wsiąść do pociągu, po tej właśnie godzinie i udać się na spoczynek do swoich domów (no w sobotę to może i coś więcej…). Dlaczego więc robicie nam taką przykrość kasując sobotni pociąg który, przypominam, dwa rozkłady temu jeździł? I proszę Was nie piszcie mi tutaj, że „był mało obłożony”, czytaj: „nierentowny”. Fakt! Ludzie nie wysypywali się z niego po otwarciu drzwi jak ulęgałki, ani też nie trzeba było do niego wsiadać oknem, jak do „bany do Zakopca”, jednak swoich wiernych, sobotnich klientów zawsze miał!

Sprawa druga. Jest taki pociąg z Szamoni (no dobra, chciałem żeby bardziej dostojnie zabrzmiało), czyli z Szamotuł do Poznania, który ni stąd ni zowąd jedzie o kwadrans dłużej. Z początku pomyślałem, że to jakaś pomyłka w rozkładzie jazdy. Myślę sobie „znowu jakieś remonty”. Sprawdzam. Inne pociągi jadą normalnie, czyli trzydzieści kilka minut. Więc o co chodzi? Pociąg to nie autobus. Na około przecież nie pojedzie. Jego trasa to prosto przed siebie i koniec, kropka. Wsiadam więc wczoraj do tego pociągu i co się okazuje. On ma postój w połowie drogi. A wiedzcie, że pociąg stojący w przeciwieństwie do poruszającego się to różnica diametralna! Wszyscy robią się jacyś nerwowi, patrzą na lewo i prawo uciekając wzrokiem, bo przecież krajobraz się nie zmienia. Słuchać rozmowy, muzykę puszczaną przez słuchawki pinezki, a jak ktoś wyciąga jabłko i zaczyna je chrupać, dysząc przy tym, to ja osobiście ledwie wtedy wyrabiam i naprawdę nie ręczę za siebie w przyszłości.

Ale wróćmy do tematu… no więc on przepuszcza inny pociąg, pospieszny, który z Szamotuł wyjeżdża dziesięć minut po nim! I to się dzieje planowo! Ktoś to zaplanował! Pociągi po prostu wyprzedzają się jak samochody na drodze. Z moich skomplikowanych obliczeń matematycznych wychodzi jednak, że on go wcale przepuszczać nie musi, bo gdyby pojechał dalej to i tak dojechałby na miejsce, przed wyżej wspomnianym pospiesznym. Więc o co tu chodzi? Nie wiem? Może mi wyjaśnicie.

Ale najwięcej boli mnie to, że ja, posiadający bilet miesięczny, nie mogę wsiąść do tego pociągu, jak było za starych dobrych czasów i wyjeżdżając później, być na miejscu wcześniej! (Niesamowite.) Bo to inna spółka. Niby Polskie Koleje, a jakieś inne, niedozwolone. Ale rozumiem. Jeśli kandydatów na prezesów więcej jest niż wakatów w spółkach skarbu państwa, to jedynym wyjściem jest ich zwielokrotnienie poprzez naturalny podział. Trudno. Pogodziłem się.

Reasumując i pokrótce i już urzędowo. Dajcie no jakąś banę po dwudziestej pierwszej, która pojedzie też w soboty i niech ta druga bana nie zatrzymuje się w połowie drogi do Poznania, ino niech sobie jedzie dalej. Będzie na miejscu przed ww. pospiesznym, co wynika z moich skomplikowanych obliczeń matematycznych!

Podpisano: Ja

I proszę. Jest odpowiedź. I to trzynastego w piątek! (może to dobry omen?)

 

pkp odpowiedź

 

i jak na razie dobrze się układa!

pkp odpowiedź 2

Nowy (“lepszy”) rozkład jazdy

nowy rozkład jazdyLudzie litości! I znowu zmiana rozkładu jazdy? A poprzednia była dopiero co, to jest osiemnastego października! I kiedy człowiek już się do niego przyzwyczaił, zaakceptował niedoróbki. Ba! Z grubsza nauczył na pamięć, Wy robicie kolejną. Gorszą, dodam, bo o to cały ten mój lament.

Zacznę więc od razu od niedoróbek, a właściwie tylko od jednej ale jakże bolesnej, żeby nie rozmydlać tematu

Ja, Kasia i Romek pracujemy w Poznaniu. Ja i Romek gdzieś tam, nieważne, a Kasia w Pisisi (nie, nie chce mi się siusiu). Pisisi to jest Poznań City Center, czyli to badziewie co to dokleiło się do “chlebaka”, czyli nowego, “afunkcjonalnego” dworca PKP. I wyobraźcie sobie mili Państwo, że my pracujemy w sobotę! Tak! Pracujemy w sobotę! A kończymy pracę po dwudziestej, dokładniej to ja kończę z Romkiem, bo Kasia kończy o dwudziestej pierwszej. Dotychczas nie było problemu. Mieliśmy pociąg o 21.29 na który zdążaliśmy. Spoko.

Teraz jednak ten pociąg pojedzie wcześniej, bo o 20.50. Dalej niby w porządku, bo ja z Romkiem pobieglibyśmy żeby zdążyć ryzykując zawał (nasz rekord to osiem minut spod Starego Browaru, a mamy pod pięćdziesiątkę) a Kasia “urwałaby” się ze kwadrans. Jest jednak pewien haczyk. Haczyk polega na tym, że ja z Romkiem nie będę musiał biec, a Kasia nie będzie musiała się “urywać”. Dlaczego? Bo ten pociąg pojedzie prawie codziennie ale w soboty nie!

Pojedzie, cytując nowy rozkład jazdy w (B). Patrzę dalej co to “(B)”, a tutaj masz babo placek, spełnia się mój koszmar, koszmar nieregularności w kursowaniu pociągów, czyli wszystkich tych odnośników, literek i cyferek, gdzie każda oznacza jakąś nieregularność: a to że nie jeździ w święta, a to że jeździ tylko w święta, soboty i niedziele (na serio są takie pociągi) że jeździ w określone dni tygodnia, gdzie wisienką na torcie jest pewien pociąg osobowy, który (uwaga!) nie zatrzymuje się na wszystkich stacjach ale za to jeździ tylko w (5) i (7) czyli w piątki i soboty lub jak w moim przypadku: “kursuje od poniedziałku do piątku i w niedziele”.

A dlaczego nie w soboty, ja się pytam? A co to? Sobota jest jakaś gorsza, że ją tak dyskryminujecie? Czy to jakaś brzydsza siostra innych dni tygodnia, że jej się tak dostaje, czy też może powiało nowym z Wiejskiej, bo w każdą, cholera (przepraszam) wypada szabas?

Tell me why? -zacytuję słowa piosenki Annie Lennox, słowem: dlaczego nam to zrobiliście? Dlaczego zepsuliście mi i Kasi (i Romkowi) sobotnie wieczory? Dlaczego zamiast być wcześniej w domu, posiedzieć sobie z żonką (to oczywiście ja i Romek, bo Kasia z mężem) przy czerwonym wytrawnym (to Kasia i Romek, bo ja przy jasnym pełnym) będę musiał “mulić” gdzieś, do godziny 22.50? Oczywiście nie będę musiał nigdzie “mulić”, bo przyjadę samochodem. Będę musiał przyjechać samochodem! Zostanę zmuszony przyjeżdżać samochodem! Pomimo posiadania biletu miesięcznego za dwieście złotych. Czyli dokładam do interesu. I to niemało, bo przyjeżdżać będę musiał w każdą kolejną sobotę. A to już jest, lekko licząc, stówka miesięcznie więcej na dojazdy. Czyli tysiak (lekko licząc) na rok i robi nam się całkiem spora sumka, bo za tysiaka to można sobie kupić dużego psa albo zrobić koronę porcelanową na ząb!

Stawiam więc sprawę  jasno i bez ogródek – albo przywrócicie kursowanie pociągu relacji Poznań – Krzyż o godzinie 21.29 albo zwrócicie mi tego tysiaka (którego podstępnie w ciągu roku mi wyciągniecie) i zapominamy o całej sytuacji. Ja ze swojej strony obiecuję, że nie będę Was dręczył podobnymi pismami, a za tego tysiaka lajsnę sobie porcelankę na szósteczkę albo kupię dużego psa.

 

P.S. Nie wiem czy zadaliście sobie trud sprawdzenia godzin pracy Pisisi, gdzie pracuje cały tabun ludzi, mieszkających na trasie Poznań – Krzyż i dojeżdżających właśnie koleją do tejże pracy oraz klientów Pisisi, którzy proekologicznie wybierają również kolej żeby pojechać na zakupy.

Pisisi pracuje codziennie w godzinach 9.00 – 21.00. W szabas też.

 

No i jest już pierwsza odpowiedź!

 

Niestety to nie oni są wini:

“Pozwolę sobie dodać, że PKP S.A., z którymi się Pan kontaktuje, nie biorą udziału w układaniu rozkładu jazdy.” – To rozumiem, wysyłałem przecież pismo gdzie się dało, a rozkład układa pewnie lokalny przewoźnik ale przy okazji dowiedziałem się też czegoś niesamowitego:

“W odpowiedzi na wiadomość z dnia 14.12.2015 r., uprzejmie informuję, że układanie rozkładu jazdy to bardzo złożony proces… ” – niesamowite! Do tej pory myślałem, że robi się to na kolanie w parku na ławce… 😉

 

Akcja Obywatelska “Siekierka dla kolejarza”…

… czyli ogólnonarodowa ściepa na siekiery dla maszynistów, konduktorów oraz kierowników pociągów. Słowem: na wyposażenie pociągów.

Nasze motto: Siekiera od pasażera.

Do Zarządu firmy NEWAG S.A.

A skądże to, a jakże to… się spytacie? Luzik. Zacznijmy od początku, a wszystko Wam wytłumaczę.

A więc. 15 sierpnia 2015 roku udałem się na stację Poznań Główny (zaczyna się jak zwykle) celem skorzystania z usług przewoźnika Przewozy Regionalne spółka z o.o.. Byłem po udanym koncercie i w te pędy gnałem do domu, do żony ponieważ była sobota i mieliśmy spędzić wieczór (zaplanowany!) razem, patrząc sobie głęboko w oczy.

Około godziny 20.15 byłem już na dworcu gdzie zauważyłem pewne niedogodności związane z krótkotrwałymi, acz intensywnymi opadami jakie przeszły nad miastem: nie działały te nowe, wypasione wyświetlacze na peronach informujące przede wszystkim o opóźnieniach pociągów, nie działał też duży wyświetlacz na zewnątrz nowego dworca, przy peronie pierwszym, a przejście podziemne, którym chciałem udać się na peron szósty, było zalane. Akurat nie miałem przy sobie woderów (długie rybackie kalosze) i będąc w sandałach przeszedłem, za przyzwoleniem panów SOK-istów, wpierw na peron piąty, a następnie na peron szósty kładką po torach. (Gdzie normalnie ci panowie mają żniwa, kasując od nieodpowiedzialnych albo leniwych podróżnych, sowite myto za skracanie sobie drogi).

Ale idźmy dalej:

– pomimo ciężkich warunków atmosferycznych pociąg Impuls firmy Newag pojawił się wkrótce na peronie!

– pomimo ciężkich warunków atmosferycznych pociąg Impuls firmy Newag odjechał zgodnie z planem! (i na tym kończą się dobre wiadomości bo)

– z powodu ciężkich warunków atmosferycznych pociąg Impuls firmy Newag nie wyjechał nawet za rogatki miasta

A skądże to, a jakże to… się spytacie?

Stanęliśmy gdzieś w okolicach Ogrodu Botanicznego (dzielnica Ogrody), a wszystkiemu winne było drzewo, które bezczelnie pod naporem wiatru obaliło się na tory. Powiecie: “No tak drzewo. Poważna sprawa.”

Ale nie do końca, ponieważ primo: nie leżało ono w poprzek torów, a wzdłuż, secundo: nie był to dąb Chrobry, a nie za duże drzewko, które starano się z pomocą pasażerów usunąć. Wiecie taka inicjatywa obywatelska: “No chopy! Który krzepki? Idziemy!” Niestety. Było nie do końca ułamane i próby jego odsunięcia, kończyły się zawsze powrotem pnia w pobliże szyny oraz komentarzami: “Jeb… drzewo!”. Tedy spasowaliśmy.

Z przecieków wiem, że gdyby maszynista jechał starą “jednostką”, na przykład EN57 to olałby sprawę i drzewko pod naporem solidnej stali (lata ’80) ustąpiłoby. Ale (!) że jechał pociągiem nowym  i nowoczesnym… Wiadomo. Chłopina bał się uszkodzenia elementów karoserii oraz ich zarysowania, bo musiałby za to zabulić z własnej kieszeni, a tłumaczenia, “że chciał dojechać planowo”, “że pasażerowie”, nikogo by nie interesowały – “Zarysowałeś nam tutaj trwale elementy karoserii koleś! Obciążymy się kosztami! Musisz pracować do emy na kolei za friko!”.

Bo ten nowoczesny pociąg ma:

– klimatyzację,

– Wi – Fi,

– ma toalety z zamkniętym obiegiem (można siusiać w czasie postoju na stacji!),

– ma monitory na których wciąż pokazują katastroficzne filmy, na których łysy koleś ciągle wpada na przejeździe pod pociąg albo jakiejś dziewczynce noga klinuje się w zwrotnicy i pociąg przejeżdża ją wraz z mamą,

– ma w końcu ułatwienia dla niepełnosprawnych i pewnie wiele, wiele innych bajerów… ale nie ma siekierki!!!

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy, bo całą sprawę rozwiązałaby mała siekierka.

siekierka 3Taka zwykła, najzwyklejsze siekierka! (No mogłaby to być też maczeta, ale to raczej domena kibiców z Krakowa). Wystarczyłoby wziąć, jak to mówią, kawał siekiery przyp… (pii) gdzie trzeba, kłodę odsunąć i byłoby po sprawie!

Pociąg pojechałby dalej, ciut opóźniony, ale pojechałby. A mój zaplanowany wieczór z małżonką (ślub konkordatowy! więc wszystko jest na legalu) udałby się!

I zamiast być w domu o godzinie 21.30, ucałować do snu córki, a później patrzeć żonie głęboko w oczy, to “kwitłem” tam  godzinę, oczywiście wraz z innymi nieszczęśnikami, czekając na odsiecz. A odsiecz nie nadchodziła. Chciałem już dzwonić do jakiegoś znajomego z Ogrodów, żeby przywiózł nam tę siekierkę! Ale wiecie, człowiek zawsze myśli pozytywnie, że to może już za chwilę przyjadą pociągiem naprawczym, utną co trzeba i pojedziemy.

Niestety nie doczekaliśmy się…

Zapadła więc decyzja o powrocie do Poznania. No de facto w Poznaniu wciąż byliśmy więc raczej powrotu na staję Poznań Główny, gdzie wróciliśmy o godzinie 22.30. Tam poczułem głód, a ponieważ McDonald był w stanie okupacji, straciłem w sklepiku z prasą, ponad pięć złotych na zakup dwóch “Pawełków” i cztery złote w automacie na zakup dwóch kaw za złote dwa, ponieważ pierwsza składała się tylko z samej gorącej wody, śmietanki w proszku i cukru. Poszedłem na peron szósty, skąd miał odjechać mój pociąg. Od przypadkowo spotkanego pasażera wysępiłem “z tych nerw” papierosa, choć palę tylko skręty. Pijąc zgago – genną kawę za cztery złote i paląc cienkiego Malborasa myślami byłem w domu, z żoną, jedząc sałatkę, którą zawsze robię na wieczór, a składającą się pomidorów, mozzarelli, rukoli, czy sałaty lodowej i przepysznego sosiku z oliwy, cytryny, pieprzu i soli… zresztą nieważne…

Tak minęła następna godzina.

Po godzinie podjechała stara jednostka elektryczna, wszyscy wsiedli i po chwili odjechaliśmy. Pociąg jechał wolno, więc na mojej stacji byłem pół godziny po północy. Dotarłem do domu. Żona i dzieci dawno spali. Wykąpałem się i położyłem ze zgagą do łóżka (to nie o żonie, a po kawie z automatu) myśląc czy lepiej było jechać samochodem, czy też zawsze wozić przy sobie w pociągu siekierkę. Tak to minął mój (zaplanowany!) sobotni, po koncertowy wieczór z żoną, sałatką z mozzarelli i lampką wina…

I oto przekazuję na Państwa ręce tę oto pierwszą, niedużą siekierkę mając nadzieję, że inni pójdą w moje ślady!

siekierka 1Jak widzicie siekierka jest od polskiego producenta (możecie wejść z nim w kooperację!) i kosztuje majątek, czyli całe dwadzieścia dwa złote! Czyli tyle co flaszka. Nie wiem jaki to będzie procent od ceny pociągu ale gdybyście jednak nie dali rady, to tę pierwszą “siekierką matkę” już dla Was kupiłem. A jakby co to zadzwońcie, dokupię drugą… zamiast tej sobotniej flaszki kupię dla Was siekierkę. A co?

sekierka 2Siekiera przyda się każdemu kolejarzowi: maszynistom (obalone konary i drzewa) konduktorom (niesforni pasażerowie) oraz innym pracownikom kolei (żonglerka w wolnych chwilach) i innych, trudnych przypadkach. Zapoczątkowuję więc tym samym Ogólnonarodową Akcję Obywatelską “Siekiera dla kolejarza”…

Siekiery wysyłać można do Generalnej Dyrekcji PKP (liczę na uczciwy podział) do Regionalnych Dyrekcji PKP i do fabryki pociągów NEWAG S.A., albo też przekazywać można wprost do rąk własnych kolejarzom, maszynistom i konduktorom.

Ważne! Idąc z siekierą w stronę przyszłego obdarowanego idziemy wolno i spokojnie z uśmiechem na ustach. Niesiemy ją przed sobą na wyciągniętych rękach, niczym bochen chleba, nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów.

Mój (zaplanowany) wieczór z żoną przepadł i nikt mi go nie zwróci ale zróbmy to dla następnego nieszczęśnika, a jeśli to zrobimy, to wtedy już dla szczęśliwca, który swój (zaplanowany) wieczór spędzi nie w pociągu i ze zgagą (nie myślę o żonie) po kawie z automatu, a przy sałatce z pomidorów i mozzarelli z kieliszeczkiem wina w dłoni i z żoną, patrząc jej głęboko w oczy!

siekiera 4P.S. Doceńcie to, że w domu mam tę oto starą, zjechaną siekierę i ku zgorszeniu domowników wysyłam Wam “funkiel nówkę nie śmiganą” pozostawiając oto taki staroć na własny użytek. No i odpiszcie, bo jeśli akcja nie wypali to ja będę zabierał do teczki oprócz kanapek, siekierkę na dojazdy pociągiem do pracy.