Archiwa kategorii: Polskie Koleje Polarne

PKP – mijanka

Polskie Koleje Państwowe

Przewozy Regionalne i PKP Intercity

Tak więc mili Państwo, piszę do Was, po długiej przerwie, następny list, bo sytuacja tego wymaga! Sytuacja ta ma miejsce na linii Poznań – Krzyż, a wiąże się z remontem, który się tam odbywa i powstałymi z tego tytułu, dyplomatycznie rzecz nazywając, niedogodnościami. Niedogodności uderzają przede wszystkim w nas, pasażerów, a rykoszetem (marsowe miny i urągania pasażerów) odbijają się na Was, a ściślej rzecz biorąc, na konduktorach, kierownikach pociągów i maszynistach.

My, pasażerowie siedzący w unieruchomionych pociągach (wersja optymistyczna), ale częściej stojący w słocie na peronie (wersja pesymistyczna) i czekający na opóźniony pociąg, mamy swoją wytrzymałość – dużą, dodam. Musimy ją mieć. Lata dojazdów, spóźnień, pseudousprawnień, reorganizacji i restrukturyzacji spowodowały, że wytrwali najwytrzymalsi. Rzekłbym sama śmietanka. Kto nie wytrzymał, przesiadł się na samochód albo zrezygnował z dojazdów w ogóle, a bardziej przejmujący i o słabych nerwach wylądowali w Gnieźnie lub w Tworkach, jak kto woli.

Teraz jednak, ów remont sytuację „podkręcił”, a niedogodności stały się jeszcze bardziej dotkliwe. Od razu też wyjaśnię – dobrze, że remont jest! – to nie ulega żadnym wątpliwościom, ale ma kilka słabych punktów.

Zacznę od najważniejszego, a nazwijmy go „mijanka”.

„Mijanka” zaistniała z powodu demontażu jednego z torów na odcinku Poznań – Szamotuły. Polega na tym, że pociągi mogą się minąć, tylko w miejscach gdzie są rozjazdy i pozostały dwa tory, a są to: Poznań na wysokości Ogrodu Botanicznego (okolica ta z powodu długich postojów jest bardzo dobrze przez pasażerów znana i wątpię czy ktokolwiek z nich z powodu tych traumatycznych przeżyć, wybierze się tam w przyszłości na podziwianie flory), Rokietnica oraz Szamotuły, zwane z francuskiego i w pewnych kręgach Szamoni, gdzie mam przyjemność zamieszkiwać.

Mijanka” ma mocny punkt w postaci braku konieczności stosowania tego przed czym drży każdy pasażer i co niejednemu śni się w koszmarach po nocach, a co nazywamy komunikacją zastępczą, czyli przesiadki z pociągu na autobus i na odwrót. Ma też niestety jeden bardzo słaby punkt, którego konsekwencje porównać można do efektu domina, gdzie każda jedna minutka spóźnienia, pociąga za sobą silnię następnych.

Opiszę go na moim przykładzie, który zdarzył się ot choćby wczoraj, ale też i w zeszłym tygodniu w piątek. Właściwie zdarza się co dzień, a wygląda następująco i prawie zawsze tak samo:

– pociąg nr 1 przyjeżdża do Poznania z lekkim opóźnieniem (oczywiście jak na warunki polskie) by po dłuższej chwili odjechać w drogę powrotną – wszystko razem 30 minut,

– niestety nie załapał się na „mijankę” z pospiesznym ze Szczecina w Rokietnicy, więc czeka 20 minut na nasypie w okolicach Botanika (w życiu nie pójdę tam na wycieczkę), następuje „mijanka” i pociąg nr 1 odjeżdża w dalszą podróż,

– pociąg nr 1 dojeżdża do Rokietnicy,

w tym samym czasie pociąg nr 2 odjechał właśnie z Szamoni i pędzi w kierunku Poznania,

pociąg nr 1 mógłby ruszyć, ale z powodu swojego opóźnienia oraz wyjazdu pociągu nr 2 z Szamoni musi czekać aż ten dojedzie do Rokietnicy, gdzie się miną – następne 20 minut,

– następuje „mijanka” i pociąg nr 1 (mój pociąg) przyjeżdża do Szamoni o godzinie 16.35, zamiast o 15.40, a ja przyjechałem żeby zjeść obiad i wrócić osobowym o 17.04 (taka praca) więc praktycznie przyjechałem, żeby wysiąść i przesiąść się w pociąg powrotny…

Sytuacja następna. Wracam do domu i idę na pociąg relacji Poznań – Krzyż, który powinien dowieźć mnie do Szamoni. Jestem ciut wcześniej i widzę, że pociąg pospieszny relacji Poznań – Szczecin jest opóźniony, a ja mógłbym do niego wsiąść i dojechać wcześniej do domu. Niestety nie wolno mi! Mam bilet miesięczny na pociągi osobowe, więc nie mogę jechać pospiesznym. Kiedyś co prawda było tak, że na bilet miesięczny można było podróżować pociągami osobowymi i pospiesznymi, ale na całe szczęście po restrukturyzacji i reorganizacji Polskich Kolei Państwowych problem ten został całkowicie wyeliminowany i pasażerowie z biletami miesięcznymi na pociągi osobowe, nie pętają się po pociągach pospiesznych i na odwrót. Jeszcze coś zbroją albo co?

Ale wracając do sprawy – Przecież za 35 minut mam mój pociąg, czyli osobowy – myślę sobie – nie będę kupował za 13 złotych biletu jednostkowego na pospieszny, kiedy wydaję dwie stówy na miesięczny, a czasami prawie sześć stów na kwartalny, a to tylko 35 minut wcześniej… Niestety. Nie przewidziałem efektu domina i sprawy potoczyły się jak wyżej, w efekcie czego obiad miałem już niestety odgrzany w mikrofali.

Sytuacja podobna. Jadę do pracy. Idę na osobowy, odjazd o godzinie 8.50. Słyszę, wjeżdża „coś” na stację. Wcześniej przyjechał? – myślę sobie – później to rozumiem, ale że wcześniej? Ale biegnę. A nuż odjedzie przed czasem? Kiedyś miałem taką sytuację i nie żartuję, że pociąg odjechał pięć minut wcześniej. Idę do kierownika, pytam się co jest? A on, że (uwaga!) – W czwartki ten pociąg odjeżdża o pięć minut wcześniej niż w inne dni tygodnia. No to się zdziwiłem. A myślałem (jako, że dojeżdżam od roku 1986), że już nic mnie nie zaskoczy, a tu masz.

Tak więc, pobiegłem. Ale niepotrzebnie, bo to był opóźniony i prawie cały pusty pospieszny. A do niego wsiąść mi nie wolno! Jeszcze coś zepsuję? Tak więc poczekałem na swój, osobowy, który oczywiście jechał, jak jechał (efekt domina) i do pracy się spóźniłem… a mógłbym zdążyć wsiadając do pospiesznego…

Reasumując i pokrótce. Analizując obecną sytuację remontową, na linii Poznań – Szamoni – Wronki – Krzyż, po konsultacjach z pasażerami, których przytoczyć nie mogę, gdyż musiałbym pomiędzy wielką literą zaczynającą zdania, a ostatnią małą, kończącą całą wypowiedź wszystko wykropkować, proponuję i wnoszę, o następujące tylko jedno usprawnienie, na czas remontu (ale dlaczego i nie na przyszłość?): o umożliwienie pasażerom dojeżdżającym z Szamotuł, Wronek oraz Krzyża, zakupu biletów okresowych (miesięczne i kwartalne) obejmujących pociągi osobowe i pospieszne. Jak kiedyś. Przed pseudousprawnieniem.

Podpisano Ja, czyli mikol i fagocista…

P.S. Wiem, wiem. Oczywiście wymaga to dogadania się pomiędzy spółkami, jak rozwiązać kwestie finansowe, co będzie bardzo trudne ponieważ:

a. spółki Przewozy Regionalne oraz PKP Intercity są polskie, (a gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania, dodatkowo mogą nas nagrać),

b. są państwowe (słowem nadstawiamy ucha raczej na inicjatywy i sugestie odgórne, aniżeli oddolne),

c. ich siedziby mieszczą w tym samym mieście stołecznym, czyli w Warszawie, kwadrans z buta, a powszechnie wiadomym jest, że spóźniają się lub w ogóle nie docierają na miejsce ludzie z najbliższej okolicy, (kolegi z podstawówki nie widziałem z 30 lat, a z drugim z technikum, to już się ze 20 lat na piwo umawiamy).

Reasumując, po raz drugi. Niech frywolność tego pisma nie nastawi, Szanownych Państwa, do niego krytycznie, gdyż sprawa jest jak najbardziej serio i niecierpiąca zwłoki.

PKP i WC

Wiecie zapewne moi mili jak wyglądało korzystanie z toalet w pociągach dawniejszych*, kiedy to ci wybrańcy, którzy już nie byli w stanie dowieźć zawartości swoich trzewi do celu podróży, musieli skorzystać z “wygódki” w wagonie? Jeśli nie to, gwoli przypomnienia, powiem tylko, że było to przeżycie, które odciskało swe piętno, na całym późniejszym życiu oraz na planowaniu podróży kolejami, a sprowadzało się ono do tego, żeby z tejże “wygódki” pod żadnym pozorem w przyszłości nie korzystać.

Kiedy jednak trzeba było, a szczęśliwiec ten wygrywając los na loterii, zastał ów przybytek w stanie schludnym, to wiedzieć należy, że muszla klozetowa była konstrukcyjnie i  bezpośrednio połączona, przy pomocy kawałka rury z torowiskiem. Widok tedy na szybko przemykające podkłady kolejowe oraz, szczególnie zimą, oddolny nawiew lodowatego powietrza na osłonięte zazwyczaj części ciała i powodowały pewien dyskomfort u użytkownika.

Jakaż zatem jest ma radość, że czasy te minęły bezpowrotnie i dożyłem w końcu toalet o zamkniętym obiegu! A w dodatku czystych! Wyposażone są w ubikację (bez podglądu na torowisko!), lustro, umywalkę, suszarkę do rąk, gdzie ich włożenie może co prawda spowodować atak serca u ludzi o delikatnej kondycji, ale nie czepiajmy się. Tym bardziej, że nowe toalety mają nawet zamontowany przewijak. No i właśnie z nim mam pewien problem bo…

Bo zdarza mi się czasami wracać pociągiem po spożyciu, a że po wódce jestem jak nowo narodzony (chodzę po czterech i trzeba mnie przewinąć) chętnie skorzystałyby z owego gadżetu osoby, które mnie do domu eskortują. Problem mamy niestety taki, że w gramaturze się jeszcze mieszczę, ale niestety w limicie wieku już nie!

*Pociągi dawniejsze…

 

 

Do ministra Szyszki

Do ministra Szyszki, drwali oraz straży leśnej z Puszczy Białowieskiej

 

W zeszłym tygodniu, po przejściu orkanu Ksawerego ugrzęzłem na kilka godzin na stacji kolejowej Poznań Główny.

Przyczyna* była jak zwykle – w przypadku silnych wiatrów ta sama (nie nie jadłem fasolki) – czyli poobalane na trakcję drzewa. Mam przeto ogromną prośbę! Czy nie zechciałby Pan skierować tutaj tych dżentelmenów z puszczy, czyli przerzucić drwali na torowiska? Zamiast ciąć puszczę Białowieską – bo przecież drwale ciąć coś muszą – powycinaliby drzewa rosnące wzdłuż torów! Nie mieliby na karku tych ćpunów i lewaków finansowanych przez Sorosa, czyli tych niby ekologów (kto by tam w to uwierzył) i mogliby sobie spokojnie rżnąć.

Natomiast ci uprzejmi i eleganccy mężczyźni ze Straży Leśnej mogliby mieć w końcu chwile wolnego i rzucić się z podobnym entuzjazmem co na “ekologów” w domowe pielesze oraz ramiona stęsknionych żon! Wilk byłby wtedy lub przynajmniej na razie syty (myślę o wszystkich pałających nieodpartą chęcią wyrżnięcia większości drzewostanu w Polsce) i owca czyli puszcza cała! Ja natomiast nie narzekałbym na przewracające się na trakcje kolejową drzewa.

Pozdrawiam drwali życząc miłego rżnięcia…

* Przyczyny mogą być też inne, na przykład w czasie zim przyczyną są niskie temperatury (szyny wykonane są z metalu, a metal pod wpływem niskich temperatur się kurczy) a latem wysokie temperatury (a pod wpływem wysokich rozszerza) przez to trasa z punktu A do punktu B wydłuża się lub skraca. Ale to już temat na osobny artykuł.

 

 

Próba reklamacji biletu “niereklamowalnego”, czyli kwartalnego

A więc moi mili Państwo stało się! Moja żona wykrakała – Zobaczysz, że będziesz żałował, że kupiłeś ten bilet kwartalny! – powiedziała, kiedy dokonałem pierwszy raz w życiu (!) transakcji zakupu wyżej wymienionego biletu przez internet, w systemie IPR, za który zapłaciłem przelewem ponad pięć stów! Bilet kupiłem przez internet głównie z powodu możliwości jego “powielenia” w przypadku zgubienia, co przez okres kwartału jest możliwe, bo przecież już nie takie rzeczy w pociągach się zostawiało…
Dla wiadomości Państwa. W pociągach różnych przewoźników ale zawsze tej samej relacji tj. Szamotuły – Poznań i z powrotem, udało mi się do tej pory zostawić: nową czapkę z rydlem (to na jesień), szal, rękawiczki, telefon komórkowy, książkę, parasol, żółtą bluzkę z krokodylem La Costa (to jeszcze w latach ’80) po którą się specjalnie do Poznania udałem, fagot (instrument dęty drewniany z grupy aerofonów stroikowych z podwójnym stroikiem) i to ze trzy razy! kanapki z różnym obkładem oraz, z tego co jeszcze pamiętam, spodenki gimnastyczne oraz ksero nut koncertu na fagot Wolfganga Amadeusza Mozarta.
Z tych wszystkich strat, ostatnia, choć brzmi najdostojniej, była najmniej dokuczliwa, ponieważ oryginał, mam wciąż w domu, a strata żółtej bluzeczki z krokodylem była najdotkliwsza, ponieważ miałem w planie zaszpanować nią przed pewną niewiastą na dyskotece w domu kultury. Ech, to były czasy… ale wracając do tematu.

– Zobaczysz, że będziesz żałował, że kupiłeś ten bilet kwartalny! – powiedziała moja żona, na co ja spokojnie odpowiedziałem.
– Kochanie! A co się może niby wydarzyć? Jestem przecież o ponad osiemdziesiąt złotych do “przodu” – powinienem właściwie powiedzieć “jesteśmy do przodu”, bo nie mamy rozdziału majątkowego, no ale powiedziałem, że “jestem”, no i cholera (przepraszam) miała rację! Wydarzyło się! Wykrakała, a ja już żałuję! Okazało się, że przyszłość jednak jest nieprzewidywalna i wszelkie planowania kwartał naprzód sensu nie mają. Już uściślam.
Dziś, poprzez WKU, odebrałem zaproszenie od pana Antonio (to tak pieszczotliwie o panu Antonim Macierewiczu, ministrze obrony narodowej) na trzytygodniowy pobyt pod namiotem w okolicach Drawska Pomorskiego. Chodzi oczywiście o powołanie na ćwiczenia wojskowe, a ja jako oficer rezerwy wymigać się od tego nie mogę! Ćwiczenia wypadają akurat w środku trwania mojego biletu kwartalnego, którego zwrócić nie mogę, gdyż zakupiłem go przez internet. Liczę więc, że jako patrioci, przychylicie się do mojej prośby i zwrócicie mi sumę, za niewykorzystane przejazdy, czyli za dwadzieścia dni poligonu, bo logicznym jest, że nie mogę być w dwóch miejscach jednocześnie i z biletu korzystać nie będę.
Sprawa jest, co najmniej tyleż nietypowa, co i nieprzewidywalna (choć żona przewidziała), ale przede wszystkim obronna! Gdyż jadę tam (nie migając się!) w imię wzmacniania potencjału obronnego naszego kraju.
Oczywiście załączę (czy może nawet ujawnię) stosowne dokumenty tj. Kartę powołania oraz już po ćwiczeniach, zwanych potocznie poligonem, zaświadczenie z jednostki, że takowy odbyłem.

A teraz sprawy czysto techniczne:

Bilet kwartalny ważny od: 2017-01-17 do: 2017-04-16
“Bilet do woja” czyli Karta Powołania, czyli czas trwania ćwiczeń wojskowych: 2017-03-06 do 2017-03-25

P.S.
Zrozumcież też Państwo, że jeśli sprawa pozostanie w takim stanie jak jest – (A nie mówiłam, że będziesz żałował!) to zakup kolejnego biletu kwartalnego przez internet, co jest przecież dla Was czystym zyskiem, bo to ponad pięć stów przelewu bezpośrednio na konto – będzie co najmniej dyskusyjny…
Z moich skomplikowanych obliczeń matematycznych (podzielenie ilości dni przez sumę za bilety kwartalny, a następnie pomnożenie wyniku przez liczbę dni, które spędzę pod namiotem na poligonie) wynika, że powinniście oddać mi około stu złotych. Zapytuję więc, czymże jest suma stu oddanych złotych dla Was, a czymże dla mnie? Czyż nie warto złamać kanonu (Nie możesz dokonać zwrotu. Bilet okresowy nie kwalifikuje się do zwrotu) i w imię dobrej współpracy iść mi na rękę?
Sprawę zostawiam do rozpatrzenia życząc przyjemnej pracy oraz miłego początku tygodnia…

Podpisano: Ja…

Wysłano w poniedziałek, a we wtorek już jest odpowiedź oraz telefon z informacją o pozytywnym rozpatrzeniu “niereklamowalnej” reklamacji!!! Idzie? Idzie!

 

Tak więc odpowiadam

Dzień dobry i dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mojej (“niereklamowalnej”) reklamacji! Po “dogłębnym” przeanalizowaniu sprawy wychodzi na to, że z biletu, który odsyłam Państwu w formie pliku PDF, będę korzystał do soboty tj. do 4 lutego b.r. Od niedzieli 5 lutego kupię nowy bilet miesięczny, który wystarczy mi aż, do czasu wyjazdu na zimowisko, pod namiot, w rejony drawskich poligonów wojskowych (gdzie może dojdzie do spotkania z panem Antonio). Oczywiście żeby uwiarygodnić moje słowa podeślę, już po zakupie tego biletu, stosowny plik PDF.
Liczę wobec tego na zwrot za niewykorzystane dni (może uda się bez tego nieszczęsnego potrącenia – o co na klęczkach błagam – które czy to w ruchu drogowym, czy też jeśli chodzi o pieniądze, jest rzeczą nieprzyjemną) gdyż nie chciałbym być w posiadaniu dwóch ważnych biletów, na tę samą trasę i na ten sam okres, przeznaczonych na jedną i tę samą osobę.

Załączam:

– nr konta bankowego
– plik PDF biletu kwartalnego który zwracam
– plik PDF biletu który zakupiłem
– Kartę Powołania (żeby nie było że ściemniam)

Zakończenie no i przelew bez potrącenia! (które czy to w ruchu drogowym, czy też jeśli chodzi o pieniądze, jest rzeczą nieprzyjemną)

 

Zażalenie do Urzędu Marszałkowskiego

Urząd Marszałkowski w Poznaniu
Departament Transportu

 

Kolejne zażalenie do PKP Przewozy Regionalne (ale oni mi już nie odpowiadają więc wysyłam też dla Was).

urząd marszałkowski zażalenieNo dzień dobry moi kochani! To znowu ja, choć na poprzedni mój list raczyliście byli w ogóle nie odpowiadać. Nieładnie! Pewnie wychodzicie z założenia, że jeśli ktoś nie pisze językiem urzędowym (Dzień dobry! Dlaczego nie ma pociągu o godzinie 21.29 do Krzyża? Czekam na odpowiedź!) to wszystko inne nie warte jest zachodu, bo pewnie ktoś napisał to dla jaj. A to błędne założenie, ponieważ ja ze swojej strony dwoję się i troję, żeby uprzyjemnić wam te smutne chwile pobytu w biurach, urozmaicane tylko przerwą na kawkę i papieroska, jeśli ktoś pali i układaniem pasjansa, pisząc owe zażalenia w takim właśnie frywolnym stylu. Zauważcie też, że wysyłam to od razu na początku tygodnia (poniedziałek i tak jest przerąbany) aby nie popsuć Wam łikendu.

Ale przejdźmy do konkretów. Mamy kolejny nowy rozkład jazdy i znowu klapa. No więc szybciutko poruszę tylko dwie najważniejsze sprawy. Sprawa pierwsza. Nie ma pociągu, który mi, ale też i wielu, wielu innym, pasował, to jest osobowego do Krzyża, około godziny dwudziestej pierwszej „coś tam coś tam” (to taki cytat z pewnej posłanki, która tak określała swoją pracę w sejmie). Jeździ on co prawda codziennie ale w soboty już nie! A przecież tyle razy do Was pisałem, tłumaczyłem, wyjaśniałem, że ludzie pracują również w soboty. Ja wiem. Wy pracujecie od poniedziałku do piątku, a potem „laba”, czyli łikend. Ale są ludzie, jak na przykład Ja, Kasia i Romek, których tydzień pracy na piątku się nie kończy. Naprawdę! A każde z nas zna jeszcze kilka, a nawet kilkanaście osób, które z powodu braku tegoż pociągu wieszają psy na czym świat stoi, a właściwie to na Was te psy wieszają. A Was to wciąż i nieprzerwanie nic, a nic nie rusza, bo to już drugi rozkład jazdy, w którym wykasowaliście to dogodne połączenie.

No bo przyznać musicie, że kolejarze zgodzili się na wybudowanie przy nowym dworcu PKP w Poznaniu, wielkiej, ba! bardzo wielkiej galerii handlowej? (Złośliwi mówią, że to „kukułcze jajo” podrzucone przez węgierskiego wykonawcę – a swoją drogą zawsze myślałem, że Węgrzy nas lubią). Całość w skrócie nazywa się PCC, czyli Poznań City Center, czyli z angielska Pisisi (nie nie chce mi się siusiu). Dworzec znany jest z tego, że już po raz drugi otrzymał nominację! No, co prawda w konkursie „Makabryła Roku” i „Najbardziej afunkcjonalny dworzec kolejowy na świecie” ale zawsze! Słyszałem nawet, że będą tam przywozić studentów architektury z całej Polski, na wycieczki i pokazywać jak zbudować dworzec kolejowy „pod włos”, czyli jak nie projektować dworców kolejowych. Ale wróćmy do tematu pocieszając się, że przecież nie ważne jak piszą, byleby pisali i nazwy nie przekręcili.

Tak więc Pisisi, oprócz tego, że znane jest z powodu swojej brzydoty i dysfunkcjonalności, znane jest też z tego, że zamykają je codziennie o godzinie dwudziestej pierwszej zero zero (liczbowo 21:00). Co znaczy, że wszyscy tam pracujący oraz kupujący, a jest to naprawdę „wuchta wiary” z kierunku Krzyża, plus oczywiście Ja, Kasia i Romek, chcieliby wsiąść do pociągu, po tej właśnie godzinie i udać się na spoczynek do swoich domów (no w sobotę to może i coś więcej…). Dlaczego więc robicie nam taką przykrość kasując sobotni pociąg który, przypominam, dwa rozkłady temu jeździł? I proszę Was nie piszcie mi tutaj, że „był mało obłożony”, czytaj: „nierentowny”. Fakt! Ludzie nie wysypywali się z niego po otwarciu drzwi jak ulęgałki, ani też nie trzeba było do niego wsiadać oknem, jak do „bany do Zakopca”, jednak swoich wiernych, sobotnich klientów zawsze miał!

Sprawa druga. Jest taki pociąg z Szamoni (no dobra, chciałem żeby bardziej dostojnie zabrzmiało), czyli z Szamotuł do Poznania, który ni stąd ni zowąd jedzie o kwadrans dłużej. Z początku pomyślałem, że to jakaś pomyłka w rozkładzie jazdy. Myślę sobie „znowu jakieś remonty”. Sprawdzam. Inne pociągi jadą normalnie, czyli trzydzieści kilka minut. Więc o co chodzi? Pociąg to nie autobus. Na około przecież nie pojedzie. Jego trasa to prosto przed siebie i koniec, kropka. Wsiadam więc wczoraj do tego pociągu i co się okazuje. On ma postój w połowie drogi. A wiedzcie, że pociąg stojący w przeciwieństwie do poruszającego się to różnica diametralna! Wszyscy robią się jacyś nerwowi, patrzą na lewo i prawo uciekając wzrokiem, bo przecież krajobraz się nie zmienia. Słuchać rozmowy, muzykę puszczaną przez słuchawki pinezki, a jak ktoś wyciąga jabłko i zaczyna je chrupać, dysząc przy tym, to ja osobiście ledwie wtedy wyrabiam i naprawdę nie ręczę za siebie w przyszłości.

Ale wróćmy do tematu… no więc on przepuszcza inny pociąg, pospieszny, który z Szamotuł wyjeżdża dziesięć minut po nim! I to się dzieje planowo! Ktoś to zaplanował! Pociągi po prostu wyprzedzają się jak samochody na drodze. Z moich skomplikowanych obliczeń matematycznych wychodzi jednak, że on go wcale przepuszczać nie musi, bo gdyby pojechał dalej to i tak dojechałby na miejsce, przed wyżej wspomnianym pospiesznym. Więc o co tu chodzi? Nie wiem? Może mi wyjaśnicie.

Ale najwięcej boli mnie to, że ja, posiadający bilet miesięczny, nie mogę wsiąść do tego pociągu, jak było za starych dobrych czasów i wyjeżdżając później, być na miejscu wcześniej! (Niesamowite.) Bo to inna spółka. Niby Polskie Koleje, a jakieś inne, niedozwolone. Ale rozumiem. Jeśli kandydatów na prezesów więcej jest niż wakatów w spółkach skarbu państwa, to jedynym wyjściem jest ich zwielokrotnienie poprzez naturalny podział. Trudno. Pogodziłem się.

Reasumując i pokrótce i już urzędowo. Dajcie no jakąś banę po dwudziestej pierwszej, która pojedzie też w soboty i niech ta druga bana nie zatrzymuje się w połowie drogi do Poznania, ino niech sobie jedzie dalej. Będzie na miejscu przed ww. pospiesznym, co wynika z moich skomplikowanych obliczeń matematycznych!

Podpisano: Ja

I proszę. Jest odpowiedź. I to trzynastego w piątek! (może to dobry omen?)

 

pkp odpowiedź

 

i jak na razie dobrze się układa!

pkp odpowiedź 2