PSZCZELARZ!!! – wersja turbo

Ongiś śmigałem sobie ulicami mego miasta by car i natknąłem się na niego. Wtedy jeszcze nie wiedziałem z kim miałem okazję się spotkać (przez tę krótką chwilę, kiedy minąłem go z lewej, bo on skręcał w prawo), jednak pewien niepokojący szczegół w jego małym Fiacie 126p kość słoniowa – półmat, przykuł mój wzrok. Na tylnej kanapie wiózł on mianowicie… ul, a połowa jego mieszkanek baraszkowała sobie luzem po wnętrzu auta. Spokojna i stateczna twarz, tego staruszka wyrażała… spokój i stateczność, i stała w opozycji do kilkudziesięciu, ba, kilkuset pszczół, które będąc w ciągłym ruchu podziwiały przez zamknięte szyby ulice mego wiekowego grodu. Wtedy oto natknąłem się na niego… na PSZCZELARZA!!!

PSZCZELARZ!!!

On. Nieustraszony. W swoim małym Fiaciorze kość słoniowa półmat. Poczciwy dziadek, a jednak bohater – PSZCZELARZ!!!… ta da… („ta da” oznacza krótki muzyczny motyw – „ta” to septymowa dominanta poprzedzona tremolem na kotłach, a „da” to tonika z wykończeniem na talerzach a’due).

Zdzisława? Nie… hm… o – Janina P. szła poboczem drogi w czerwcowe parne popołudnie. Szła do pobliskiej wsi, gdzie zamierzała oddawać się rozpuście wraz ze swoim chłopakiem… eee… lepiej narzeczonym vel konkubentem Józefem J. oraz jego bratem Bronisławem J. oraz ich znajomym Zdzisławem S. (no może już dość, a może nie?) oraz Barim – owczarkiem niemieckim. Niestety, towarzystwo po zbyt ostrym melanżu berbela powymiatała z filcy. Janina jednak tego nie wiedziała, więc powróćmy do akcji.

Aha… jeszcze opis bohaterki: Janina P. była wysoką, potężnie zbudowaną brunetą a’la Ciganne, miała długie, czarne kręcone zęby oraz twarz pociągłą aż do kolan.

Więc… kiedy tak szła, poczuła nagłe swędzenie między pośladkami, a że była kobietą puszystą, jej ręka nie była w stanie dosięgnąć “sedna sprawy”. Ujęła przeto w dłoń kawał gałęzi wielkości przedramienia, którą znalazła na poboczu i zaczęła się nią drapać. Wtem nagle przejeżdżający Tir potrącił najpierw wystający z pupy Janiny P. drąg wbijając go do samiuśkiego końca, po czym samą Janinę. Nabrawszy prędkości ponad osiemdziesięciu kilometrów na godzinę poleciała w kierunku pobliskiej sosny, gdzie zakończyła swój lot, a i żywot. Do dzisiaj przechodzący tamtędy ziomkowie denatki zastanawiają się czy odcisk twarzy na sośnie wyraża zdziwienie, czy może raczej raczej zadowolenie???

Koniec.

No dobra, a gdzie PSZCZELARZ!!!??? ta da ( pamiętacie? – septymowa dominanta i tonika, kotły i talerze).

A więc, kiedy Janina P. szła poboczem drogi, zauważyła dwóch mężczyzn, którzy szli w stronę przeciwną, przeciwną stroną drogi. Kiedy ją mijali, Zenon K. zagadnął zalotnie do Janiny.

– Eee blondyna, kto cie dyma jak mnie ni ma?

Janina P. odpowiedziała dyplomatycznie.

– Ch*j cie to obchodzi, ty jeb*ny obszczymurku w mordę mać kopany, ch*ju na ropę, geju zajeb*ny, koniu czarny!!!

Koniu czarnyzabolało to Zenona K., odwrócił się przeto do swojego przyjaciela i powiedział żałośnie.

– Zabolało mnie to

I wraz ze swoim kolegą rzucili się na Janinę. Zaczęli zdzierać z niej rzeczy, począwszy od: spodni, spódnicy, skarpet, rajstop, pończoch, walonek, kufajki, swetra, bluzki na naramkach, bluzki z krótkim rękawkiem, golfa, a skończywszy na: bluzce z długim rękawkiem, kalesonach, reformach, stringach, biustonoszu, jaczce oraz krasnej kaniołce, którą zawsze nosiła w czerwcowe, parne popołudnia. I kiedy już leżała naga na listowiu, a oprawcy byli bliscy gwałtu, a Zenon K. erekcji pojawił się on – mały Fiacior kość słoniowa półmat… PSZCZELARZ!!! ta da…

Struchleli na jego widok, a kiedy się zbliżył, zobaczyli przez szybę wesołego staruszka wraz z jego siejącym postrach rojem. Wiedzieli z kim mają do czynienia, opowieści o wyczynach PSZCZELARZA !!! ta da… krążyły po gminie z prędkością pszczoły oblatywaczki.

Znał wszystkie swoje pszczoły po imieniu: Frusia, Pusia, Lusia, Misia, Lisia, Kisia, Frufrunia, Lulunia, Sasia, Fasia, Lasia, Szysia, Czesia, Sapka, Lapka, Tutka, Lutka, Kozia, Nozia, Cupka, Lupka, Rąsia, Pąsia, Lipka i Pipka… i wiele, wiele, wiele, wiele innych…

Wesoły staruszek w mgnieniu oka dokonał transformacji twarzy na staruszka srogiego, po czym spojrzał złowieszczo, a wzrok jego zmroził ich… oraz fallusa Zenona K. (przez co pozostał w fazie wzwodu).

– Chyba mi sparaliżowało kuśkę, ze strachu.

Szepnął do przyjaciela.

– Ch*j z kuśką, ty lepiej się zastanów, jak Pszczelarzowi wytłumaczymy co my tu z tą brunetą a’la Ciganne wyczyniamy.. nagą… na listowiu, a ty z fajfusem na wierzchu? Co… jeszcze ci stoi?!!

A więc: spojrzał złowieszczo, a wzrok jego najpierw ich zmroził (no i tę kuśkę Zenona), a następnie powędrował niżej, zatrzymując się na… kuśce Zenona. Już wiedział co ma zrobić. Ale zanim przedsięwziął te środki powiedział.

– O w mooordę, ale wieeelka kuuuśka!

Oni jednak tego nie słyszeli, ponieważ szyby Fiaciora 126p kość słoniowa półmat były szczelnie zamknięte… ale nie na długo… nie na długo…

Dostrzegli ten ruch. lekką bujankę w barku, kiedy człek kręci korbką żeby otworzyć w samochodzie przeciwległe okno. Ale było już za późno. Okno skrzypiąc uchyliło się (po dłuższej chwili ponieważ właściciel nie zadbał o właściwe nasmarowanie prowadnic i kręcenie korbką wymagało dość znacznej siły), a PSZCZELARZ!!! ta da… wycedził wolno każde, każdziutkie słowo – może dlatego, że się jąkał.

Co wywywy tu wywywyczyniacie z tą bbbrunetą a’la Ciganne… naaagą… na liiistowiu?

I w tym momencie Janina P. powstawszy z listowia krzyknęła, a była na golasa nie mając na głowie nawet krasnej kaniołki, którą jak już wspomniałem zawsze nosiła w czerwcowe, parne popołudnia.

Zgwałcić mnie chcieli, jeb*ne obszczymurki w mordę mać kopane, ch*je na ropę, geje zajeb*ne… konie czarne, Panie Pszczelarzu szanowny!!!

Konie czarnetym razem zabolało to nie tylko Zenona K. ale i jego przyjaciela. Powiedzieli przeto prawie jednocześnie.

Zabolało to nas!

Ale wtedy już wypadki potoczyły się bardzo szybko. PSZCZELARZ!!!… ta da… widząc co się święci (tym bardziej, że stojący kutas Zenona niczym dowód koronny obnażał równie skutecznie siebie jak i całą sprawę), wydał swojemu, zresztą postrach siejącemu rojowi, komendę do ataku.

Dooo aaataaaku!!!

I zaczął wymieniać wszystkie swoje pszczoły po kolei, a trwało to trochę, oj tak.

Fruuusia, Puuusia, Luuusia, Miiisia, Liiisia, Kiiisia, Kooozia, Nooozia, Cuuupka, Luuupka, Rąąąsia, Pąąąsia, Liiipka…

Przy Lipce zrobił małą pauzę… pomyślał, po czym dodał.

Liiipka nie! Zostaniesz ze mną! Potrzebuję cię! Jutro trzeba nasmarować prowadnice w oknie – strasznie skrzypią.

Po czym kontynuował dalej.

Piiipka…

Zatrzymajmy się chwileczkę przy Pipce. Była to bardzo lubiana, szczególnie przez trutni pszczoła ponieważ dawała odwłok, jak to się mówi, na lewo i prawo. Dobra, okej, może już wystarczy.

W każdym razie Pipka jako pierwsza, ugodziła Zenona K. w jego wciąż pozostający w fazie wzwodu członek i z niewiadomych przyczyn atak ponad połowy roju skumulował się właśnie na nim. Jedna po drugiej, czy to Frusia, Misia, Sapka czy Lapka atakowały go z wyjątkową zajadłością. Jedno żądło po drugim trafiało bądź to u nasady, w środek, a czasami w samą żołądź przyprawiając właściciela o katusze iście piekielne. Pęczniał on, i pęczniał, i pęczniał, aż w końcu napęczniał tak, że Zenonowi K. skóry zabrakło na ciele.

Twarz zjechała mu na klatę, klata zjechała mu na jaja, włosy z łona wraz z kilkoma mendami zjechały mu na kuśkę, a kuśka, po ściągnięciu całej skóry z Zenona K.,… eksplodowała. Oskórowane truchło obaliło się i sturlało wprost na mrowisko, gdzie ucieszone tym faktem mieszkanki – wielkie leśne mrówy miały wyżerkę na cały miesiąc.

PSZCZELARZ!!!… ta da… pozostawiając na placu boju większą połowę swoich konających żołnierek, zdążył jeszcze wycedzić złowieszczo przez zęby.

Dooobrze mu tak!

By za chwilę dodać, a ton smutku wypełnił cały las.

– Chwała poległym…

Po czym korzystając z korbki, zaczął domykać szybę w swoim Fiaciorze 126p kość słoniowa półmat. Kiedy skończył, uruchomił silnik i z charakterystycznym warkotem oddalił się w siną dal aby dalej siać postrach w gminie i okolicy.

I na tym akcja by się skończyła ale… (cd pt. WĘDLINIARZ!!! ta da da)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *