Archiwum autora: root_0mv55kga

Zimy już nie będzie?

Jak donosi prasa pobiliśmy kolejny rekord – rekord emisji gazów cieplarnianych. Stało się to w zeszłym roku, o czym poinformowała nas uprzejmie, działająca przy ONZ Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO).

Wnioskuję z tego, że nie muszę martwić się o nadchodzące srogie mrozy, a sugestie mojej żony, abym koniecznie kupił sobie jakąś cieplejszą kurtkę, mogę zbyć ironicznym komentarzem – „Kochanie! Przecież zimy już nie będzie!”.

Naukowcy łapią się za głowę, ponieważ przewidzieli to już w 2001 roku, jednak na siedem scenariuszy emisji gazów cieplarnianych, żaden nie okazał się wystarczająco dobry i planowane procenty, przekroczyliśmy z kretesem. Do góry poszły „notowania” metanu (emisja zwiększyła się o 158%), dwutlenku węgla (39%), i co najbardziej mnie interesuje podtlenku azotu, czyli gazu rozweselającego (20%).

Słowem i myśląc przyszłościowo, konać będziemy w piekielnym ogniu metanowym, podduszani CO2 ale z uśmiechem na ustach!!!

Polskie Koleje Polarne cz. VIII

We czwartek zaplanowałem sobie moją podróż do pracy, pociągiem o 17.29. Planowo jest na miejscu o godzinie osiemnastej, tak że w razie jakiegoś nieoczekiwanego opóźnienia, mam zapas idąc do pracy na godzinę dziewiętnastą i mając z dworca kolejowego dziesięć minut „z buta”. Jednak z racji pewnych spraw, które żona wyznaczyła mi na ten dzień do pozałatwiania („Idzie zima kochanie, a dzieci nie mają w czym chodzić.”) musiałem wybrać opcję wcześniejszą, aby polatać po kilku sklepach z odzieżą dziecięcą. Pojechałem pociągiem osobowym o godzinie siedemnastej. Nie powiem, przyjechał prawie punktualnie i dojechał na miejsce, nawet nie psując się po drodze. Na drugi dzień spotkałem mojego serdecznego przyjaciela. On również dojeżdża koleją i również jak ja, jest wielkim miłośnikiem piwa. W czasie spontanicznej rozmowy o wyższości piwa niepasteryzowanego nad pasteryzowanym, nieutrwalanego na zimno, od utrwalanego i niefiltrowanego, nad filtrowanym oraz o innych pierdołach, całkiem przypadkiem dowiedziałem się, jakie to wielkie szczęście mnie wczoraj spotkało, bo pociąg, którym w pierwszej kolejności planowałem jechać, został odwołany! Ha! – pomyślałem sobie. – Ma się tego „nosa”. Spóźnienie – spóźnieniem i to akurat mam wkalkulowane w ryzyko korzystania z usług PKP, ale wszystko lega w gruzach, gdy pociąg odwołują i nie ma go w ogóle. W związku z powyższymi informacjami, tym bardziej udałem się tego dnia na „pewny” pociąg, na godzinę siedemnastą. Żona co prawda, nie wyznaczyła mi żadnych zadań, jednak wolałem być w pracy o godzinę za wcześnie, niż dojechać ze znacznym opóźnieniem. Byłem na stacji z pięć minut przed odjazdem, więc udałem się prosto na peron. Nigdy nie lubię wchodzić na peron za wcześnie. To źle wróży i często przynosi pecha, ale tym razem nie było go aż tak wiele, więc poszedłem. Spotkałem tam miejscowego penera, który zaplanował sobie podróż właśnie tym pociągiem na gapę, a przy okazji zdradził mi przechlanym i ochrypłym głosem, pewną tajemnicę. Bo rozumie pan – mówi do mnie – można pić i z dziesięć kaw dziennie, ale gdy każdą jedną popije się szklanką wody, wtedy nie zaszkodzi. Chyba miał rację, bo wyglądał na takiego, któremu raczej nie kawa zaszkodziła. Po piętnastu minutach stania na dworze, a dziesięciu od wyznaczonej godziny planowanego odjazdu, zrobiło mi się chłodno i żałowałem, swojego przedwczesnego wyjścia na peron. Zapeszyłem! To moja wina! – kotłowało mi się w głowie. – Wylazłem na niego za wcześnie, bez zapowiedzi z megafonu i teraz mam! – Wróciłem na stację, do okienka w celu zasięgnięcia informacji od pani, która nigdy nic nie wie. A skąd ja mam niby wiedzieć?!! – zawsze mówi rozkładając ręce, ale tym razem mnie zaskoczyła, bo wiedziała. – Odwołali go – powiada. – Jak to odwołali?!! – zrobiłem wielkie oczy. – Przecież jeszcze wczoraj jechał! Przedwczoraj jechał i przed przedwczoraj też jechał! W ogóle cały tydzień jeździł bezproblemowo! – No ale dzisiaj jest odwołany… – Ale dlaczego? Dlaczego na sam koniec tygodnia zaserwowali mi taką niespodziankę? Przecież ani to święto, ani w pobliżu jakiegoś święta? – A niby skąd ja mam wiedzieć? – pani rozłożyła bezradnie ręce, robiąc wielki oczy. Była w swoim żywiole „nic nie wiedzenia”. Pomyślałem, że nie będę drążył tematu, a szukając jakiegoś ratunku, zapytam o pociąg następny, czyli ten, który odwołany był wczoraj. – A co z tym o 17. 28 alias 17.34? Pojedzie dzisiaj? – pani podeszła do czarnego, ebonitowego telefonu kolejowego, zawieszonego na ścianie, zakręciła raz obrotową tarczą, zapytała miłym głosem, po czy odwracając się, przekazała mi dobrą nowinę. – Pojedzie! Ale sześć minut później… – To znaczy on ma przestawiony planowany odjazd o sześć minut i nie wiadomo kiedy będzie, czy już jedzie, jest trochę opóźniony i przyjedzie te sześć minut później? – wolałem zapytać dokładniej, bo sama informacja o „sześciu minutach później” jeszcze mi nic nie mówiła. Zawsze mogłem ratować się jazdą pociągiem, który właśnie zapowiedzieli, a którego mój bilet miesięczny nie obejmował, czyli TLK, spółka Intercity. Pomyślałem, że w razie co pojadę na gapę, a na wypadek kontroli powiem znudzonym i pewnym głosem, że „miesięczny. Gdyby jednak chcieli okazania, to udam „głupa”, że nie wiedziałem. Najwyżej mnie wykasują dodatkowo, za wypisanie. Trudno się mówi, zaryzykuję, ale nie będę tracił dodatkowo dziesięciu złotych, mając miesięczny w kieszeni, za ponad dwie stówy. – Nie, nie – odpowiedziała kasjerka. – On będzie o sześć minut później! – nie było źle, pociąg był w trasie, czyli istniał materialnie i najwyżej co, mógł się zepsuć i nie dojechać. Miałem teraz dwadzieścia pięć minut do zagospodarowania, udałem się wobec tego do pobliskiej apteki, w celu nabycia suplementów diety oraz czegoś na uspokojenie. Po niecałych dziesięciu wróciłem na stację, a resztę czasu zagospodarował mi kot, który na moje odruchowe „kici, kici” przybiegł w te pędy, jakbyśmy znali się od lat. Przed wyjściem na pociąg, mam w zwyczaju pastować buty. Wiadomo – po czym jak po czym, ale po butach widać z kim się ma do czynienia, więc staram się je mieć zawsze czyste i porządne. Tym razem po naniesieniu pasty, zabrakło mi niestety czasu na polerkę, więc były lekko matowe, jednak mój „przyjaciel” kot, załatwił sprawę znakomicie. Przez dziesięć minut wałkonił się na moim obuwiu, doprowadzając je do lśnienia, jak za nowości! Dodatkowo jego przymilanie się do moich łydek, ukoiło moje skołatane nerwy i nie musiałem zażywać pigułek, które nabyłem w aptece.

IWP, czyli Intensywne Wietrzenie Pomieszczeń

 

 

Ponieważ zbliża się zima i większość gospodarstw domowych będzie ogrzewana, postaram się udzielić szanownym czytelnikom, kilku (mam nadzieję) drogocennych rad, a dotyczących wietrzenia pomieszczeń. Wietrzenie pomieszczeń jest rzeczą nieodzowną, potrzebną i zdrową. Niestety, ponieważ na zewnątrz temperatury mogą spaść poniżej minus dwudziestu stopni Celsjusza, a my nie chcemy, aby nasze domowe ciepełko, za które, w mniejszym lub większym stopniu płacimy, uleciało nam prosto do nieba, dochodzi tutaj do pewnej sprzeczności, bo z jednej strony okno trzeba otworzyć, a z drugiej nie po to wymienialiśmy stare, nieszczelne, na nowe.

Pozostawianie niedomkniętego okna (klamka na godzinę pierwszą), wycinanie uszczelek, czy montowanie w jego ramie jakiś wywietrzników nie ma najmniejszego sensu – to po co wymienialiśmy okna na szczelne? Poza tym „kasa wylatuje” nam przez tę szparę w sposób niekontrolowany. Ja używam tylko jednego, sprawdzonego sposobu – Intensywnego Wietrzenia Pomieszczeń.

Intensywne Wietrzenie Pomieszczeń (w skrócie IWP) polega na otwarciu wszystkich okien na oścież i spierdzielaniu w najdalszy kąt mieszkania, żeby nas nie przewiało. Robimy to krótko i konkretnie. Żadnych półśrodków, żadnego certolenia się, żadnego przejmowania narzekaniami żony. – Zwariowałeś kochanie? Dostanę od tego zapalenia płuc! – Nie ma. Zatęchłe powietrze z nocy trzeba wymienić raz, a dobrze. Innymi słowy z jednej strony ma wlecieć, wypchnąć stare, które wylecieć ma stroną drugą. Bez wyziębiania ścian, sprzętów domowych i mebli. To na tyle. Koniec.

Forum hemoroidum

posterisan 1Na podstawie jednego forum. Wszelkie postaci oraz podobieństwa do prawdziwych sytuacji są zmyślone…

Witam!

henryk61 06.02.11, 11:03 + Odpowiedz

Chyba mam problem… dźwigałem ostatnio komodę w domu, a że mi kiedyś rwa kulszowa strzeliła, (bo dźwignąłem nie tak, jak się powinno, czyli schylając się na wyprostowanych nogach), to tym razem zrobiłem to niby poprawnie, czyli przykucnąłem i poderwałem komodę na nogach. Z początku szło dobrze, ale po chwili, jak już prawie wyprostowałem nogi, poczułem, że coś dziwnego stało mi się… no tam niżej. Coś jakby się wysunęło i tak już zostało… ;-(((

Poszedłem do łazienki, spoglądam w lusterko, które sobie podstawiłem od dołu i wystaje mi tam takie „coś” wielkości fasolki i boli… czy to jest to???

Witam!

zynzelek 06.02.11, 11:04 + Odpowiedz

tak… to jest to… witaj w klubie… ;-)))

Witam!

mamut 06.02.11, 11:06 + Odpowiedz

Albo przykleiła ci się niestrawiona fasolka. Nie miałeś ostatnio po bretońsku na obiad?

Witam!

henryk61 06.02.11, 11:08 + Odpowiedz

możecie się naśmiewać, ale ja oczekuję poważnych odpowiedzi

Witam!

specman 06.02.11, 11:13 + Odpowiedz

Prawdopodobnie to żylak odbytu, czyli hemoroid, ale to musi lekarz stwierdzić. Mógł pojawić się przy ciężkim wysiłku, bo pisałeś, żeś komodę dźwigał. Kup sobie jakąś maść w aptece i czopki, zalecz, a przyszłościowo udaj się do lekarza specjalisty. Pozdrawiam.

Witam!

mamut 06.02.11, 11:26 + Odpowiedz

trzeba było jednak tę komodę z krzyża brać, a nie z nóg…

Witam!

tomek123 06.02.11, 11:27 + Odpowiedz

ale wtedy strzeliłaby mu rwa!

Witam!

specman 06.02.11, 11:31 + Odpowiedz

a tak ma hemoroida… ;-(((

Witam!

zynzelek 06.02.11, 11:34 + Odpowiedz

kumpel miał rwę, to się prawie rok z nią bujał, a taki mały (pisałeś, że wielkości fasolki) i w dodatku jeden, to po tygodniu powinien ci się schować… kup Posterisan i będzie dobrze… ;-)))

Posterisan czy Hemorol?

henryk61 06.02.11, 11:40 + Odpowiedz

czy może jakiś inny lek? Szukałem w necie i jest tego całe mnóstwo, są nawet homeopatyczne!

Posterisan czy Hemorol?

mamut 06.02.11, 11:41 + Odpowiedz

homeopatycznie to se możesz egzemę poleczyć… kup Posterisan – mi pomógł… najlepiej i maść i czopki – maść na dzień, czopki na noc.

Posterisan czy Hemorol?

henryk61 06.02.11, 11:44 + Odpowiedz

a te czopki to konieczne? Może sama maść wystarczy?

Posterisan czy Hemorol?

specman 06.02.11, 11:50 + Odpowiedz

maścią, tak „dogłębnie” się nie „spenetrujesz”, jest tam taki dozownik, co prawda, ale z niego lepiej zrezygnuj, bo po wyciągnięciu, nadaje się do gruntownego umycia i wyczyszczenia, a maść, która zostaje w środku marnuje się. mamut dobrze prawi – maść na dzień, czopek na noc – nie odwrotnie!

Posterisan czy Hemorol?

zynzek 06.02.11, 11:51 + Odpowiedz

specman napisał:

mamut dobrze prawi – maść na dzień, czopek na noc!

____________________________________________________________________________________

i raczej staraj się nie puszczać bąków z rana, bo możesz się zdziwić!

Posterisan czy Hemorol?

henryk61 06.02.11, 11:56 + Odpowiedz

to znaczy?

Posterisan czy Hemorol?

mamut 06.02.11, 11:59 + Odpowiedz

to znaczy, że może ci się wilgotno w gatkach zrobić…;-(((

…od tego czopika, co to całą noc się elegancko roztapiał przechodząc ze stanu stałego w płynny… ;-)))

Posterisan czy Hemorol?

zynzelek 06.02.11, 12:02 + Odpowiedz

no właśnie, ja raz sobie pryknąłem w tramwaju i od tego czasu już tego nie robiłem… ;-(((

musiałem wracać z powrotem do domu, brać jeszcze raz prychol i zmieniać gacie i spodnie… poruta jak 100 chui… ch*jów??? ;-(((

później zapobiegawczo wklejałem sobie w majty, taką wkładkę higieniczną od żony… ale miała ubaw jak to wywąchała.

Posterisan czy Hemorol?

mamut 06.02.11, 12:10 + Odpowiedz

zynzelek napisał:

później zapobiegawczo wklejałem sobie w majty, taką wkładkę higieniczną od żony… ale miała ubaw jak to wywąchała.

______________________________________________________________________

powąchała?!! zuch kobieta!!!

Posterisan czy Hemorol?

mamut 06.02.11, 12:12 + Odpowiedz

he he… śmiej się, ale nie to było najgorsze… przebierałem się w pracy, ściągnąłem spodnie i stałem w gaciach. Jakoś tak się złożyło, że tyłem do kolegi… no i przyuważył, że mam coś w tych gatkach wklejone, bo się lekko odznaczało, no i pyta mi się „a ty co tam masz” – zrobiło mi się gorąco, ale się wyłgałem, że te bokserki mają w tym miejscu podwójny materiał, żeby się nie przecierały za szybko… zainteresował się i dopytywał „gdzie je kupiłem”…

A jeśli nie pomoże???

henryk61 06.02.11, 12:17 + Odpowiedz

bo tak sobie myślę, że czasami zwykła maść i czopiki mogą nie pomóc…

A jeśli nie pomoże???

specman 06.02.11, 12:21 + Odpowiedz

zawsze możesz iść do specjalisty i ewentualnie usunąć.

A jeśli nie pomoże???

henryk61 06.02.11, 12:25 + Odpowiedz

a co wytną mi go? ciachną skalpelem… ;-(((

A jeśli nie pomoże???

specman 06.02.11, 12:29 + Odpowiedz

niekoniecznie… jest kilka sposobów. Jeśli w ogóle będzie trzeba to usunąć, a jeszcze nie wiadomo, to najpewniej zawiążą ci na hemoroidzie gumkę, ponaświetlają i po dziesięciu dniach uschnie i odpadnie…

A jeśli nie pomoże???

mamut 06.02.11, 12:30 + Odpowiedz

tylko musisz uważać, żeby ci ten ususzony hemoroid nie wyleciał nogawką np. w czasie konferencji w ministerstwie przyprawiając o zawstydzenie… ;-)))

A jeśli nie pomoże???

henryk61 06.02.11, 12:35 + Odpowiedz

nie planuję żadnej konferencji w ministerstwie, ewentualnie może mi się wysunąć podczas spaceru, albo jazdy na rowerze i wtedy co najwyżej zeżre go jakiś pies, albo mrówki zawleką do mrowiska… ;-)))

A jeśli nie pomoże???

zynzelek 06.02.11, 12:38 + Odpowiedz

byle to nie był mój pies!

Jestem wyleczony!!!

henryk61 05.03.11, 17:04 + Odpowiedz

wsunął się i po sprawie! Leciałem po całości Posterisanem – na dzień lekko kremikiem, na paluszek i troszkę do środka, a na noc czopik. Było dość wilgotno w czasie dnia i faktycznie lepiej ograniczyć pierdnięcia, ale już po sprawie! Teraz dieta bogata w błonnik, zero czekolady, oliwa z oliwek dla lepszego smarowania i oby już nigdy się to nie powtórzyło. Żegnam, mam nadzieję że na zawsze.

Jestem wyleczony!!!

specman 05.03.11, 17:57 + Odpowiedz

kochamy pa pa… nieznośnej lekkości odbytu… ;-)))

Jestem wyleczony!!!

zynzelek 05.03.11, 18:14 + Odpowiedz

do widzenia do widzenia

do miłego zobaczenia…

Jestem wyleczony!!!

mamut 05.03.11, 18:14 + Odpowiedz

no ładnie koledze życzysz ;-(((

oby ci kalafior na d… nie urósł…

Z ostatniej chwili: nie ma jak to „ema” w sile wieku

Przy okazji całego tego galimatiasu, związanego z dwoma młodymi (41 i 43 lata) prokuratorami emerytami z uposażeniem kilkunastu tysięcy złotych, którym (zapewne z nudów, bo ileż można jeździć na ryby) zachciało się kandydować do sejmu RP, dowiedziałem się, że popełniłem w swoim życiu strategiczny błąd, zastając muzykiem i tracąc na to czternaście lat nauki. O wielogodzinnym i codziennym, świątek – piątek, ćwiczeniu nudnych gam i pasaży nie wspominając.
Słowem, jak to określają niektórzy moi niewykształceni muzycznie koledzy, muszę „dmuchać wef te rurkie” jeszcze dwadzieścia dwa lata, by, jak to hipotetycznie wyliczył mi ZUS, dostać w wieku emerytalnym, siedemset trzy złote i osiemdziesiąt siedem groszy.
Mam jednak chytry, a zarazem prosty plan polegający na tym, że do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego, będę prowadził na tyle niehigieniczny tryb życia, żeby go w ogóle nie dożyć. Oszczędzę sobie w ten sposób wszelkich trosk, kiedy myślę hipotetycznie o własnej jesieni życia spędzanej w budce na placu parkingowym.