PKP i WC

Wiecie zapewne moi mili jak wyglądało korzystanie z toalet w pociągach dawniejszych*, kiedy to ci wybrańcy, którzy już nie byli w stanie dowieźć zawartości swoich trzewi do celu podróży, musieli skorzystać z “wygódki” w wagonie? Jeśli nie to, gwoli przypomnienia, powiem tylko, że było to przeżycie, które odciskało swe piętno, na całym późniejszym życiu oraz na planowaniu podróży kolejami, a sprowadzało się ono do tego, żeby z tejże “wygódki” pod żadnym pozorem w przyszłości nie korzystać.

Kiedy jednak trzeba było, a szczęśliwiec ten wygrywając los na loterii, zastał ów przybytek w stanie schludnym, to wiedzieć należy, że muszla klozetowa była konstrukcyjnie i  bezpośrednio połączona, przy pomocy kawałka rury z torowiskiem. Widok tedy na szybko przemykające podkłady kolejowe oraz, szczególnie zimą, oddolny nawiew lodowatego powietrza na osłonięte zazwyczaj części ciała i powodowały pewien dyskomfort u użytkownika.

Jakaż zatem jest ma radość, że czasy te minęły bezpowrotnie i dożyłem w końcu toalet o zamkniętym obiegu! A w dodatku czystych! Wyposażone są w ubikację (bez podglądu na torowisko!), lustro, umywalkę, suszarkę do rąk, gdzie ich włożenie może co prawda spowodować atak serca u ludzi o delikatnej kondycji, ale nie czepiajmy się. Tym bardziej, że nowe toalety mają nawet zamontowany przewijak. No i właśnie z nim mam pewien problem bo…

Bo zdarza mi się czasami wracać pociągiem po spożyciu, a że po wódce jestem jak nowo narodzony (chodzę po czterech i trzeba mnie przewinąć) chętnie skorzystałyby z owego gadżetu osoby, które mnie do domu eskortują. Problem mamy niestety taki, że w gramaturze się jeszcze mieszczę, ale niestety w limicie wieku już nie!

*Pociągi dawniejsze…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *