Kawiarka

I od razu uściślę w przedwstępie, posiłkując się cytatem wieszcza Adama.

“W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju,
Jest do robienia kawy osobna niewiasta,
Nazywa się kawiarka;…
że nie o takiej kawiarce mowa będzie.

Nie wiem dokładnie ile, ale spokojnie z dziesięć lat męczyłem się, pijąc niedobrą kawę z kawiarki…

Była gorzka, czasami lekko przepalona, a jedynie co można by o niej powiedzieć, to to, że na pewno zawsze była mocna. Słodząc dwoma łyżeczkami cukru pół filiżanki, czy też popijając wodą albo podjadając czekoladą, tuszowałem gorycz.

Czasy te minęły jednak bezpowrotnie, bo właśnie przedwczoraj odkryłem sekret parzenia dobrej kawy w kawiarce. Sekret ów jest bardzo prosty, chyba nawet prostszy niż budowa przysłowiowego cepa, a polega na laniu odpowiedniej wody. Nie, nie… nic z tych rzeczy, które Wam przemknęły po głowie – żadna butelkowana deszczówka z Tasmanii, żadna woda z lodowca, który powstał przed tysiącami lat, ani też okraszona kryształami Swarovskiego, bo nie pochodzenie wody decyduje o smaku kawy z kawiarki (pomijam oczywiście wodę po parzeniu kiełbasy, wodę z odstojnika albo jakąś leczniczą po której mój kumpel Jarek, kiedy byliśmy na tournée w Krynicy, ledwie zdążył), a jej temperatura! Eureka!

Od przedwczoraj leję gorącą, dopiero co przegotowaną wodę do kawiarki, nasypuję mały kopczyk kawy (nie ubijając) skręcam (tu mały problemik bo parzy w rączki), wstawiam na palnik odkręcony na maksa i po minucie mam zaparzoną dobrą, nie gorzką i nie kwaśną kawę (tutaj znaczenie ma też kawa). Nie leję wody do pełna, a tak ciut powyżej połowy, a kiedy pojawia się żółta piana, zestawiam kawiarkę z palnika i wlewam do zagrzanej wcześniej filiżanki.

Ot i cały sekret parzenia kawy w kawiarce… nie dziękujcie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *